Lex Szarlatan jest przeciw pseudomedycynie, a nie medykom – zapewnia Rzecznik Praw Pacjenta
± Natomiast oczywistym oczywiste jest, że może on w przyszłości – jak wszystkie przepisy – ewoluować. Jeżeli zajdzie potrzeba doprecyzowania jakichś kwestii, będziemy reagować. W tym momencie nie widzę jednak takiej konieczności.
± Spróbujmy w takim razie odejść na chwilę od wspomnianych osób bez uprawnień – takich typowych szarlatanów leczących lewoskrętną witaminą C – i wejść w buty przeciętnego Kowalskiego uczęszczającego od kilku dekad do tej samej przychodni, w której przyjmuje ten sam lekarz pierwszego kontaktu i pediatra w jednym. Znają go wszyscy w okolicy. Zazwyczaj bez zarzutów wyleczy zwykłe przeziębienie, ale niekoniecznie aktualizuje swoją wiedzę i od czasu do czasu wyda na przykład zalecenie dopajania w upały noworodka wodą. wodą w upały. Nie zaleci tego jednak pisemnie, lecz ustnie – dodając, że przecież tak się robiło przez lata i jakoś wszyscy żyjemy. Jak pacjent może zgłosić taki incydent, by nie zostało mu zarzucone, że to słowo przeciwko słowu? Czy od teraz wszyscy powinniśmy wchodzić do gabinetów lekarskich uzbrojeni w dyktafony?
± Tak samo możemy – jako Biuro Rzecznik Rzecznika Praw Pacjenta – zareagować we wszystkich innych przypadkach nieprawidłowego postępowania medyków. Pacjenci zaś mogą w każdej chwili zgłaszać nam swoje zastrzeżenia, uwagi czy sygnały dotyczące tego, że w danej placówce były im proponowane działania, które z aktualną wiedzą medyczną nie mają nic wspólnego.
± Rolą nowych przepisów nie jest ograniczanie możliwości niesienia pomocy pacjentom przez medyków, lecz ukrócenie działań pseudomedycznych oszustów. Zarówno tych, którzy twierdzą, że ich magiczne suplementy za tysiące złotych wyleczą nowotwory piersi, jak i tych, którzy posiadając wykształcenie inżynierskie, bawią się w pseudo-ginekologię pseudoginekologię i oferują „leczenie” niepłodności przy pomocy nakłuwania macicy.
± A À propos zmanipulowanych przekazów i kreatywnych interpretacji wprowadzanych zmian: co z osobami – w tym dyrektorami szpitali – którzy postanowią wykorzystać Lex Szarlatan jako furtkę do cięć kosztów? Co z położnymi, które usłyszą, że na oddziale nie zostanie uzupełniony zapas olejku z szałwii muszkatołowej albo nie pojawią się szale rebozo [popularne akcesoria do niefarmakologicznego łagodzenia bólu porodowego – przyp. aut.], żeby przypadkiem nikt nie posądził personelu o szamańskie działania podlegające karze w ramach nowych przepisów? Co z kobietami, które obawiają się utracenia niefarmakologicznych metod łagodzenia bólu porodowego?