Oddał w spadku mieszkanie szpitalowi. Zamiast rodziców pacjentów, nocują tam turyści
± Na tę kuriozalną sprawę natknęliśmy się podczas realizacji tematu o uciążliwości lokatorów z tzw. najmów krótkoterminowych, którzy dają się we znaki mieszkańcom centrum Warszawy. Opisaliśmy wówczas, że w bloku przy ul. Chmielnej 34 na 76 mieszkań aż 13 to właśnie takie lokale przygotowane pod "kilkudniowych turystów". kilkudniowych turystów. Ci zaś często są pijani, hałasują, awanturują się, niszczą ściany, sikają na klatce czy dobijają się po nocach do sąsiadów, uprzykrzając im życie.
± Jakież było nasze zdziwienie, kiedy okazało Okazało się, że jeden z tych lokali należy właśnie do Centrum Zdrowia Dziecka. Choć Dziecka, choć w jego opisie mieszkania nie ma o tym słowa. Wcześniej mieszkanie należało ono do pana Ludwika (nazwisko do wiadomości redakcji). (nazwiska nie publikujemy). Samotny staruszek nie miał bliskiej rodziny, której mógłby przekazać lokal w spadku (lub nie chciał tego robić), więc postanowił przeznaczyć je na cele charytatywne, by mogło służyć potrzebującym. Zgodnie z wolą pana Ludwika, w 3/4 należy ono do CZD, w 1/8 do Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach, a w 1/8 do Urzędu m.st. Warszawy. Widzieliśmy dokumenty, które to potwierdzają.
± Tymczasem z naszych ustaleń wynika, że mamy tu do czynienia z prawdziwym "rodzinnym biznesem". rodzinnym biznesem. Ów "gospodarz", Stanisław, Stanisław to syn Piotra Frelka, prezesa spółki Patron, zarządzającej hotelem o tej samej nazwie, znajdującym się przy Centrum Zdrowia Dziecka. Został Hotel został wybudowany ze zbiórek publicznych i w całości jest własnością szpitala. Ma 220 pokoi, które z założenia są przeznaczone dla rodziców małych pacjentów. Często zdarza się, że brakuje w nim miejsc.
± Dlatego duże oburzenie wywołała kilka lat temu duże oburzenie wywołała informacja podana przez "Fakt", że dla rodziców nie ma w hotelu miejsca, bo wprowadzili się tam policjanci, którzy mają ochraniać Marsz Niepodległości. — To nasza indywidualna sprawa, nie udzielamy informacji — usłyszeli wówczas dziennikarze "Faktu" w recepcji hotelu.
± Prezes spółki zarządzającej hotelem przyznawał, że nie po raz pierwszy goszczą funkcjonariuszy. tam funkcjonariusze. — Gdy były demonstracje rolników, też u nas wynajmowali pokoje, by móc szybciej dojechać ze wschodniej strony — tłumaczył Piotr Frelek, dodając, że hotel lepiej zarabia na kwaterowaniu policjantów niż na nocowaniu rodziców.
± Pytamy, ile z wynajmu dla turystów bierze dla siebie zarządca. Czy cały przychód z najmu jest przeznaczany na cele związane z działalnością IPCZD, czy tylko jego część? Do kogo konkretnie trafia pozostała część? W związku z tym, że placówka jest instytucją publiczną, poprosiliśmy o podanie przedstawienie konkretnego wyliczenia.
± — W okresie od czerwca 2023 r. do maja 2026 r. wpływy Instytutu ze spółki Patron, związane z lokalem przy ul. Chmielnej wyniosły 45 tys. 962,53 zł brutto. Środki te zasilają budżet Instytutu i są przeznaczane na bieżące zobowiązania oraz realizację jego statutowej działalności, czyli leczenie i opiekę nad pacjentami. Z tytułu zarządzania nieruchomością powołana do tego celu spółka Patron uiszcza na rzecz Instytutu miesięczne wynagrodzenie w wysokości 1 tys. 407,62 1407,62 zł brutto. Jednocześnie odpowiada za wszystkie obowiązki związane z utrzymaniem lokalu, w tym poszukiwanie najemców, bieżące naprawy i remonty, kontakty ze wspólnotą mieszkaniową oraz realizację obowiązków właścicielskich. Wynagrodzenie pozyskiwane za najem lokalu ponad opłatę wnoszoną do Instytutu jest przychodem spółki — podkreśla Przemysław Trzciński.
± Piotr Frelek, prezes spółki Patron, wylicza: — Do IPCZD spółka odprowadzała miesięczny czynsz w wysokości odpowiednio od 2019 do sierpnia 2024 — 1 tys. 230 1230 zł na miesiąc, od września 2024 do grudnia 2025 — 1 tys. 279,66 1279,66 zł, od stycznia 2026 — 1 tys. 407,62 1407,62 zł na miesiąc — wylicza Piotr Frelek, prezes spółki Patron. miesiąc.
± — Spółka nie wypłacała najemcy żadnych środków z tytułu tego lokalu — wręcz lokalu. Wręcz przeciwnie, najemca płacił spółce kwotę uzyskaną w wyniku postępowania konkursowego, corocznie waloryzowaną, odpowiadającą wartości rynkowej czynszów. Obecnie jest to kwota 3 tys. 791,52 3791,52 zł miesięcznie. Wszystkie podane kwoty są kwotami brutto — dodaje.
± Chcieliśmy się dowiedzieć, czy dyrekcja Centrum Zdrowia Dziecka wie o tym, że ich lokalem zarządza syn prezesa ich spółki i czy nie budzi to żadnych jej zastrzeżeń i wątpliwości natury etycznej, czy też — mówiąc wprost — po prostu nie nosi znamion nepotyzmu.
± Pytamy więc prezesa spółki Patron, w jaki sposób jego syn dowiedział się o tym, że jest taka oferta. I czy dowiedział się o tym od niego. Pytamy też, czy w jego ocenie fakt, że zyski z lokalu należącego w większości do Centrum Zdrowia Dziecka, który które jest właścicielem zarządzanej przez niego spółki, czerpie jego syn, nie jest konfliktem interesów oraz czy jego zdaniem jest to w pełni etyczne i spełnia standardy takiej instytucji, jaką jest instytucji jak ICZD.
± Z prośbą o odniesienie się do tych wszystkich tych zarzutów skontaktowaliśmy się również z synem prezesa. — Zaskoczył mnie pan. Ale nie będę tego komentował — powiedział nam Stanisław Frelek.
± "Można to przeliczyć nie na kilka osób na mieszkanie, ale na kilka osób na jedno okno. I przy takim funkcjonowaniu nie ma bezpośredniego przelicznika — dwa razy więcej pokoi równa się dwa razy więcej problemów. Budynek i jego infrastruktura zużywają się nieporównanie szybciej, kiedy korzysta z niej znacznie większa liczba osób, które nierzadko nie wiedzą, jak z niej korzystać, lub nie robią tego z odpowiednim wyczuciem (...) A umieszczenie w tej samej przestrzeni większej liczby klientów, w celu zwiększenia zysku bezpośredniego beneficjenta, dosłownie potęguje problem. Bo jaka jest liczba jednostek hotelowych, taką potęgę należy postawić przy liczbie problemów, jaką generuje przeciętny hostel w budynku mieszkalnym" — podsumowuje Katarzyna Nikołajew.
± O całej tej sytuacji rozmawiamy też z jednym z mieszkańców bloku przy Chmielnej 34. — Nowego sąsiada Stanisława poznałem w październiku 2024 r. Kupił właśnie mieszkanie tuż obok mojego i zastukał do moich drzwi. Gdy otworzyłem, spojrzał na mnie ze szczerym zdziwieniem. "Sprzedający zapewniali mnie, że na tym piętrze już nikt nie mieszka, mieszka poza jednym samotnym staruszkiem" — powiedział, nie próbując ukryć rozczarowania. "A pan na staruszka nie wygląda". W ten sposób poznałem nie tylko nowego sąsiada, ale i jego oczekiwania wobec mnie — mówi nam Piotr Bełczowski.
± — Nie wiedziałem wówczas jeszcze, że zakupione mieszkanie sąsiad Stanisław w drastyczny sposób przerobi na kilka mikroskopijnych apartamentów pod wynajem na doby, podobnie jak już wcześniej przerobił inne mieszkanie znajdujące się parę pięter wyżej. Od razu jednak wyczułem, że patrzy na mnie nie jak sąsiad na sąsiada, ale raczej jak inwestor na rubryczkę oceny ryzyka w Excelu. Inwestorzy tacy jak Stanisław traktują nasze osiedla w centrum Warszawy jak konkwistadorzy podbite ziemie. Maksymalizują zyski, minimalizują koszty, a najchętniej przerzucają na nas, stałych mieszkańców, jak największą część tych kosztów przerzucają na nas, stałych mieszkańców — dodaje.
± — Czasem słyszę pytanie: a co ci właściwie za różnica, czy za ścianą masz mieszkającą na stałe rodzinę, czy inwestora z branży noclegowej? Otóż różnica jest fundamentalna — fundamentalna: im więcej mieszkań przerobionych na hotele, tym bardziej uciążliwe staje się codzienne życie w ich sąsiedztwie i tym więcej osób ucieka z takiego miejsca, odsprzedaje swoje lokale. Kupują je jednak zazwyczaj nie rodziny chcące tu mieszkać, lecz kolejni inwestorzy. Wyludnia się piętro za piętrem, budynek za budynkiem, aż w końcu centrum Warszawy zamieni się w pełny zieleni i fontann, ale pozbawiony prawdziwego życia park miniatur. Wierzę, że jest jeszcze czas, aby to obumieranie powstrzymać — podsumowuje Piotr Bełczowski.