Gra Górnika z Ferencvarosem przypominała gulasz. Wymieszało się tam dużo. Słabiuteńki początek, później kreowane sytuacje, ale przy takiej skuteczności po prostu w niej dużo składników — niestety dla gości — głównie ciężkostrawnych. Zabrzanie przegrali w Budapeszcie 0:1 i to jest najlepsza wiadomość przed rewanżem w Polsce, bo mogło być gorzej. nie można było liczyć na nic więcej.
±To porażka, która daje nadzieje. Przy takiej skuteczności po prostu dzisiaj w Budapeszcie nie można było liczyć na nic więcej. Górnik miał problem z wcelowaniem w bramkę Ferencvarosu — ten jedyny celny strzał, z dziesięciu prób, był już w końcówce. Zadanie dla Górników na najbliższy tydzień przed rewanżem to próbować, próbować i jeszcze raz próbować na treningach, żeby piłka w końcu zaczęła wpadać tam, gdzie oni chcą, a nie w miejsca, gdzie sama sobie wymyśliła.
±Kiedyś w Budapeszcie polski kulomiot i znany psotnik żartowniś Władysław Komar spotkał Vilmosa Varjú, jednego ze swoich rywali. Atmosfera była luźna, zeszło na to, kto dalej rzuci po alkoholu. Varjú zaproponował, żeby wpierw wypili po litrze wina. Stanęło na pięciu. Przed opróżnieniem gąsiora żaden nie mógł odejść od stolika. Sekundantem Komara został oszczepnik Władysław Nikiciuk. Pilnował, żeby wlewali w siebie wino w tym samym tempie. Obok odbywał się mityng lekkoatletyczny. Nagle podniosła się wrzawa, bo spiker ogłosił o nietypowym pojedynku dwóch uznanych kulomiotów. Obaj ruszyli, żeby sprawdzić się na bocznym boisku. Na trybunach stadionu nagle zrobiło się pusto, bo kibice poszli za nimi. Węgier zwyciężył o kilkadziesiąt centymetrów.