"Pekin boi się dwóch rzeczy jak diabeł święconej wody". Sami to stosowali. Teraz pora na UE
± Piotr Gruszka: Jak oceniłaby pani dziś relacje unijno-chińskie: jako trudną, ale wciąż możliwą współpracę, czy już jako rywalizację, a nawet otwartą wrogość?
± Paulina Uznańska, zastępczyni kierownika Zespołu chińskiego Ośrodka Studiów Wschodnich: Wszystkie te określenia są trafne. Współpraca trudna, ale możliwa, bo UE i Chiny są od siebie wzajemnie zależne i wciąż zachowują otwarte kanały komunikacji. Rywalizacja, bo polityka przemysłowa Chin przyczynia się do wymierania przemysłu w Europie. I wreszcie otwarta wrogość, bo podczas gdy Europa zbroi się na wojnę obronną z Rosją, Chiny są dla Federacji Rosyjskiej głównym zapleczem przemysłowym — w tym dla przemysłu wojennego.
± Piotr Gruszka: Po co Pekinowi w ogóle jest Europa? W 2025 r. deficyt Unii Europejskiej w handlu towarami z Chinami wyniósł niemal 360 mld euro. Europa ma jakiegoś asa w rękawie, by zmniejszyć te straty?
± Paulina Uznańska, zastępczyni kierownika Zespołu chińskiego Ośrodka Studiów Wschodnich: Obok wsparcia Chin dla Rosji to jest kluczowy problem — relacja UE-Pekin jest bardzo asymetryczna i od dekad nie mamy rozwiązania tego problemu. Nie chodzi wyłącznie o deficyt handlowy, ale też m.in. o dostęp do rynku. Podczas gdy rynek unijny do niedawna stał otworem na chińskie towary, europejskie firmy działające w Chinach od lat skarżą się na bariery regulacyjne, ograniczenia w dostępie do zamówień publicznych czy restrykcje dotyczące transferu danych.
± Jej chłonnego rynku i niektórych technologii. Przykładowo takie firmy jak holenderski ASML, wytwarzający najbardziej zaawansowane maszyny do produkcji półprzewodników, czy niemiecki Zeiss, specjalizujący się w optyce kluczowej przy produkcji chipów — to wciąż "wąskie gardła" i strategicznie ważni partnerzy dla rozwoju technologicznego Chin.
+ Jej chłonnego rynku i niektórych technologii.