Rolnik z Opolszczyzny zaginął w paryskim metrze. Rozpłynął się w powietrzu. "Był przerażony"
± - Nie miał nic do zyskania, a wszystko do stracenia. W Siestrzechowice Siestrzechowicach miał żonę, miał gdzie mieszkać i miał pracę. Do życia nie potrzebował wielkich rzeczy. To był prosty chłopak. Żadnych języków nie znał, nigdy sam nie jeździł dalej. Paryż to była pierwsza taka jego wyprawa. Na wszystkich zdjęciach, które mam, trzyma się grupy. Zawsze z boku, na uboczu, ściskając tę swoją reklamówkę. Albo trzyma się Dorotki. Nigdy nie odchodzi za daleko - dodaje.
± Od tamtej nocy minęło ponad 10 lat. Po dawnej spółdzielni w Siestrzechowice, Siestrzechowicach, która kiedyś dawała pracę setce osób, został dziś zaledwie cień i kilku pracowników. Wielu świadków tamtych wydarzeń zmarło.