Ministerstwo Cyfryzacji chce „wykraść” dane MyDr po raz drugi. Dla dobrego PR-u
± Ale ta rządowa strona obecnie (w czwartek 13 sierpnia 2026 po południu) podaje informacje, że:
± Tak. Nie ma żadnej podstawy prawnej, na podstawie bazie której te wykradzione dane miałyby się pojawić w rządowym serwisie. Jeżeli placówka medyczna „wypuszcza” z rąk dane, które ma obowiązek chronić w ramach tajemnicy lekarskiej, to ona ponosi za to odpowiedzialność. To ona ma obowiązek poinformować poszkodowanych. I do tego powinna wypłacić odszkodowanie.
± Zaraz, zaraz. Czy jeśli moje dane wypłynęły, to nie muszę najpierw udowodnić, że doszło do konkretnej szkody, żeby zadośćuczynienie dostać? Sam fakt wycieku oznacza, że powinnam oczekiwać na propozycję rekompensaty ze strony podmiotu medycznego? A od podmiot podmiotu przetwarzającego – w tym przypadku MyDr – też?
± Dokładnie tak. Skala tych wymagań jest już tak gigantyczna, że nikt na rynku tego nie ogarnia i nie dowozi. Tym bardziej, bardziej że nakładają się na siebie skomplikowane regulacje unijne oraz ich specyficzne, lokalne wdrożenia przez kraje członkowskie. Przemysł legislacyjny po prostu oderwał się od rzeczywistości. I mówię to jako prawnik.