Szybko, łatwo i przyjemnie. Lech w kolejnej rundzie
+ Z 24-godzinny opóźnieniem oba zespoły przystąpiły do rewanżu. Mecz miał zostać rozegrany w czwartek wieczorem, ale Poznaniacy mieli ogromne problemy z dotarciem na Wyspy Owcze. Ostatecznie wylądowali w Vagar, jedynym porcie lotniczym na archipelagu, w czwartek o godz. 16.30 i UEFA postanowiła przełożyć spotkanie na następny dzień. Perypetie z podróżą i konieczność gry na sztucznej murawie nie przeszkodziła lechitom, którzy zagrali zdecydowanie lepiej niż tydzień temu na Bułgarskiej i rozgromili przeciwnika 5:0.
+ „Kolejorza” z trybun wspierało kilkudziesięciu kibiców z Wielkopolski oraz marynarze z polskiego niszczyciela min ORP Mewa, który w tym czasie zawinął do portu w Torshavn.
+ W początkowym fragmencie spotkania Lech chciał pokazać, że nie zamierza tylko bronić jednobramkowej zaliczki z pierwszego pojedynku. Szybko jednak mógł zostać skarcony, bowiem pierwsza akcja KI Klaksvik mogła zakończyć się powodzeniem. Strzał głową Hallura Hansona został zatrzymany przez Joela Pereirę, który przytomnie stanął przy słupku i uratował swój zespół od utraty gola.
+ „Kolejorz” nadal atakował i całkiem dobrze operował piłką na sztucznej murawie. Brakowało jednak dokładnego, ostatniego podania czy bardziej precyzyjnego dośrodkowania w pole karne. Ataki mistrza Polski przyniosły efekt w 20. minucie – Mikael Ishak na raty próbował pokonać Marka Jensena, ale przy drugiej próbie golkiper gospodarzy zdołał nogą obronić. Piłka znalazła się przed Allahyarem Sayyadmaneshem, który z bliska dopełnił formalności.
+ Farerzy mieli w tym momencie już dwie bramki do odrobienia, ale wcale nie zamierzali przejmować inicjatywy. Może też nie byli w stanie przenieść ciężaru gry na połowę rywali, bowiem Lech opanował środek pola i nadawał tempo grze. Dopiero w końcówce pierwszej odsłony lechici kilkakrotnie musieli cofnąć się na własne przedpole i mocniej popracować w defensywie. To też stwarzało okazje piłkarzom Lecha do wyprowadzenia kontrataków. Po jednym z nich Joel Pereira był w sytuacji sam na sam z Jensenem, ale niepotrzebnie szukał Luisa Palmy i obrońcy KI Klaksvik zażegnali niebezpieczeństwo.
+ Krótko przed przerwą urazu doznał kapitan poznańskiej drużyny Mikael Ishak. Na ławce Frederiksen nie miał nominalnego napastnika i w jego miejsce pojawił się Daniel Hakans, a na „dziewiątkę” przeszedł Sayyadmanesh.
+ Kluczowym momentem meczu była 49. minuta, kiedy Pablo Rodriguez długo sobie wypracowywał pozycję do strzału i huknął pod poprzeczkę. Wprawdzie mistrzowie Wysp Owczych mogli jeszcze wrócić do gry, bowiem fatalny błąd popełnił Mateusz Lis. Golkiper „Kolejorza” zaczął się bawić w drybling na własnym polu bramkowym i stracił piłkę, na jego szczęście Pall Klettskard posłał piłkę minimalnie obok słupka.
+ Potem na bramkę KI Klaksvik sunął atak za atakiem, ale lechici marnowali znakomite okazje. Nie popisał się Palma, który spudłował z kilku metrów, z kolei Hakans w nie gorszej sytuacji trafił w Jensena. Po raz drugi na listę strzelców mógł wpisać się Sayyadmanesh, lecz trafił w poprzeczkę.
+ Gospodarze znów mieli niezły moment w ofensywie i zepchnęli Poznaniaków do obrony, ale brakowało im czasami szczęścia w finalizacji ataków. KI Klaksvik coraz częściej popełniał spore błędy we własnym polu karnym, a po jednym z nich Antoni Kozubal otrzymał podanie od rywala i strzelił łatwego gola.
+ W końcówce nagrodzony został Walemark, który nie oszczędzał się przez pełne 90 minut, ale jego koledzy marnowali jego zagrania. Dopiero Hakans wykorzystał podanie Szweda i tym razem sprytnie podciął piłkę nad bramkarze rywali. W ostatniej akcji meczu Walemark popisał się niezwykle precyzyjny uderzeniem zza pola karnego i po chwili chorwacki arbiter Igor Pajać zakończył pojedynek.
+ Pierwsze spotkanie 4. rundy kwalifikacyjnej LE Lech rozegra z FC Thun na własnym stadionie 20 sierpnia. Rewanż odbędzie się tydzień później.
+ Czytaj też: Cztery mecze, różne historie. Polskie kluby powalczą o awans