Kupił elektryka i utknął w serwisach. Gwarancja na akumulator to fikcja
± Radość nowego właściciela nie trwała długo. Po kilku tygodniach eksploatacji osiągi Nissna Nissana - zasięg i czas ładowania - dramatycznie spadły. Po wielu perypetiach z serwisami okazało się, że auto ma uszkodzony akumulator i w normalnych warunkach nie jest w stanie pokonać na jednym ładowaniu więcej niż 150 km. Jednak Naprawa naprawa gwarancyjna nie wchodzi w grę, bo w świetle unijnego prawa z samochodem jest wszystko w porządku.
± Gdy właściciel zaobserwował spadek zasięgu zasięgu, Leaf trafił m.in. do autoryzowanego serwisu Nissana w Rzeszowie, który miał zweryfikować, czy z Leafem jest wszystko w porządku. Ten nie poradził sobie z diagnozą i po kilku tygodniach wysłał samochód do serwisu aut elektrycznych w Zabrzu.
± Winowajcą okazały się być dwa uszkodzone ogniwa (w tej wersji bateria Leafa składa się z 96 ogniw) wykazujące dużo słabsze napięcie niż pozostałe. Nissan odmówił jednak uznania naprawy gwarancyjnej gwarancyjnej, zasłaniając się parametrem określanym jako SoH.
± Właściciel elektryka nie kryje wzburzenia, wzburzenia tym bardziej, że jego Leaf ma zaledwie 6 lat i 120 tys. km przebiegu.
± Właściciel pojazdu kategorycznie twierdzi jednak, że Nissan odmówił jej przeprowadzenia, a kolejne serwisy również - zasłaniając się właśnie parametrem SoH. Dodaje również, że przedstawiciele japońskiego producenta doskonale znają jego przypadek, czego dowodzi m.in. liczna korespondencja - zarówno z przedstawicielami ASO jak i importerem.