±Od pierwszej dekady XXI w. mówimy o tzw. fazie post-tranzycyjnej. posttranzycyjnej. Charakteryzuje ją nadwyżka zgonów nad urodzeniami, nasilająca się depopulacja i silne zmiany struktury wieku. Ten etap rozwoju demograficznego jest od kilku dekad opisywany przez naukowców wraz z konsekwencjami ekonomicznymi i społecznymi, a także rozwiązaniami polityki publicznej wspierającej prokreację. Badacze są zgodni odnośnie do tego, iż powrót do płodności gwarantującej zastępowalność pokoleń jest niemożliwy, podobnie jak odwrócenie depopulacji czy starzenia się ludności.
±Tak, ze względu na nasilenie depopulacji i zmian struktury wieku. Początkowo te głębokie spadki płodności w krajach post-socjalistycznych postsocjalistycznych traktowaliśmy jako reakcję na szoki gospodarcze i polityczne. Liczyliśmy na to, że z czasem wspierając aktywność zawodową kobiet, promując partnerski model rodziny, a także ułatwiając łączenie pracy z obowiązkami opiekuńczymi, doprowadzimy do odbudowy płodności. Przykładem były kraje skandynawskie czy Francja, gdzie odpowiednia polityka rodzinna, dostrzegająca zmianę ról społecznych kobiet i mężczyzn, zadziałała. Do pierwszej dekady XXI w. dzietność pozostawała tam poniżej poziomu zastępowalności pokoleń, ale nie spadła poniżej 1,5.
±Wracam do pytania, jak sprzyjać decyzjom prokreacyjnym? 500+ 500 plus poprawiło wskaźnik dzietności, ale tylko na krótko. To może 4800 zł, jak proponuje teraz Mateusz Morawiecki, poprawi na dłużej?
±Zarówno ta nowa propozycja, jak i program 800+ 800 plus nie zmienią trwale płodności. Krótkotrwały wzrost obserwowany w latach 2016 – 2017 2016-2017 wynikał głównie z tego, iż z programu 500 plus skorzystali rodzice, którzy już wcześniej planowali drugie lub kolejne dziecko i przyśpieszyli swą decyzję. Demografowie uprzedzali, że nie można się spodziewać trwałej poprawy płodności.
±W prawicowej trosce o prokreację w Polsce uderza mnie potężna hipokryzja. Z jednej strony politycy lamentują nad niską dzietnością, straszą ciągłym spadkiem liczby ludności, z drugiej – bez mrugnięcia okiem wycofali się z finansowania programu in vitro, który jest przecież instrumentem wspierania zamierzeń tysięcy ludzi o posiadaniu potomstwa. Nie mówiąc wspomnę już o drakońskiej ustawie antyaborcyjnej i tragicznej w skutkach atmosferze wokół tej regulacji, czy nagonce na antykoncepcję. To wszystko było i jest dla kobiet po prostu upokarzające.
±Nadal mamy jednak ideologiczną wojnę. Zauważmy, że w debacie prawicy ciągle pomija się kluczowy fakt, udokumentowany badaniami: coraz więcej kobiet i mężczyzn ma i będzie miało problemy z poczęciem dziecka. To wymaga nie tylko nowoczesnej diagnostyki, ale przede wszystkim wzrostu świadomości wśród dorosłych oraz edukacji młodszych pokoleń. Wiedza o zdrowiu w kontekście prokreacji jest w polskim społeczeństwie dramatycznie niska. Nie można jej sprowadzać się wyłącznie do kwestii kontaktu seksualnego. Chodzi o świadomość własnego stanu zdrowia i barier dotyczących możliwości poczęcia dziecka.
±Jako demografowie, podobnie jak środowisko medyczne, wiązaliśmy nadzieje z wprowadzeniem rzetelnej edukacji zdrowotnej do szkół. Tymczasem polityczny opór i nagonkę nagonka znów przyniosą efekty stricte antynatalistyczne. Młodzi ludzie, gdy w przyszłości zechcą zostać rodzicami, zderzą się ze ścianą, nie wiedząc wcześniej o możliwych barierach zdrowotnych.
±Badania pokazują, że liczba dzieci, jaką ludzie chcieliby mieć, jest większa niż liczba dzieci, które mają. Ta luka płodności wskazuje, że w debacie publicznej należy pytać „dlaczego Polacy nie mają tyle dzieci, ile chcieliby mieć” mieć”, zamiast „dlaczego Polacy nie chcą mieć dzieci”.
±Najnowsze analizy dowodzą czegoś zupełnie przeciwnego. Co prawda dotychczas obserwowaliśmy, iż kobiety z wyższym wykształceniem miały mniej dzieci niż te z wykształceniem niższym. Jednak spadek płodności, z którym mierzymy się w fazie post-tranzycyjnej posttranzycyjnej w wielu krajach po 2010 roku, wynika głównie ze spadku dzietności wśród kobiet o niższym wykształceniu. Relacja między poziomem wykształcenia a liczbą dzieci dynamicznie się zmienia, czego prawicowi publicyści w ogóle nie dostrzegają.
±Tak, potwierdzają to liczne publikacje. Odwołam się do wspomnianych już badań Generations and Gender Survey. Analizy danych z 10 krajów europejskich dotyczące kobiet w wieku 40 lat i więcej pokazują, że występuje głęboka polaryzacja zachowań prokreacyjnych. Wśród kobiet z niższym wykształceniem częściej występuje albo bezdzietność bezdzietność, albo troje lub więcej dzieci w porównaniu z kobietami z wyższym wykształceniem.
±Przed dojściem PiS do władzy w 2015 roku trwały prace nad stworzeniem polityki rodzinnej. Jej wizja była oparta na autonomii decyzji dotyczących prokreacji i świadomości konsekwencji utrzymywania się niskiej płodności w skali całej populacji. Propozycja nowoczesnej polityki rodzinnej pod hasłem „Dobry klimat dla rodziny”.została rodziny” została opracowana w 2013 roku w Kancelarii Prezydenta Bronisława Komorowskiego w zespole kierowanym przez Irenę Wóycicką. Zawarto tam wiele konstruktywnych elementów odpowiadających na realne wyzwania obecnej fazy rozwoju demograficznego. W kampanii wyborczej prezydenta w 2015 roku po raz pierwszy wyeksponowano rodzinę jako element programu wyborczego.
±Którą znów można będzie zignorować, nie zauważyć, zauważyć jej, nie usłyszeć.
±Ten dokument zasadniczo zmienia myślenie o tym, czym jest zmiana demograficzna i jak należy na nią reagować. Wyraźnie wskazuje, że Polska po raz pierwszy w historii staje się krajem napływu. Nie możemy dłużej patrzeć na imigrację wyłącznie przez pryzmat nielegalnego przekraczania granic czy politycznego wykorzystywania tematu uchodźców. . Wreszcie znaleźliśmy się w grupie krajów rozwiniętych, które przyciągają mieszkańców innych krajów.
±Pamiętamy dawne lamenty, że rodzi się mało dzieci, bo młodzi masowo emigrują za granicę. Dziś sytuacja się odwróciła. Nie dość, że Polacy przestali masowo wyjeżdżać, a część z nich wraca do kraju, to bilans migracji stał się dodatni. Przyjeżdżają do nas cudzoziemcy, którzy chcą tu zamieszkać i pracować. Nowi mieszkańcy, którzy mogliby tutaj zakładać rodziny, i rodziny. I z tej szansy musimy skorzystać.