Byłam więźniarką białoruskiej kolonii karnej. Opowieść Marfy Rabkovej
± W trakcie pobytu w areszcie śledczym wybuchła wojna w Ukrainie. Siedziałam w celi z telewizorem i widziałam, co się dzieje. Rosyjska telewizja pokazywała bombardowania Kijowa. Siedziała ze mną Rosjanka, sądzona za pokojowe protesty w Białorusi Białorusi. Płakała i mówiła, jak bardzo jej wstyd za Rosję.
± Gdy jechałam do kolonii na te 15 lat, nie płakałam. Gdy powiedzieli, że mnie wywiozą – rozpłakałam się tak, że nie mogłam się uspokoić. Patrzyłam w okno, a łzy kapały na podłogę. Gdy końcu zebrałam się w sobie, zaczęłam się oswajać, że w moim życiu będzie nie tylko kolonia karna, ale i emigracja. Całe pokolenia Białorusinów żyły na emigracji, miałam więc do nich dołączyć. Gdy już chodziłam po ulicach Wilna Wilna, czytałam tablice – kto i gdzie z Białorusi żył i gdzie pracował. Cóż, emigracja to przecież nie koniec życia.