Treść
± Mniej biurokracji, dokumentacja w formie elektronicznej, zaangażowanie pracowników żłobków i klubów dziecięcych, skrócenie terminów, uzależnienie zasiłku rodzinnego na dziecko od tego, czy pozostaje ono pod regularną opieką medyczną. Plan nowelizacji Ustawy o przeciwdziałaniu przemocy domowej jest ambitny, ale ambitny i potrzebny. Czy jednak wdrożenie zmian na papierze realnie poprawi sytuację osób krzywdzonych – w tym dzieci?
± Gzyra-Iskandar dodaje: – Oczywiście, nie jesteśmy w stanie na poziomie ustawy regulować wszystkiego tak, by uniknąć absolutnie wszystkich wszelkich możliwych zagrożeń. Wiele osób – co zrozumiałe – wychodzi z założenia, że jeśli ma dziecko, to każde pieniądze się przydają.
± Zdaniem Joanny Gzyry-Iskandar, zamiast karać osoby, które nie będą w stanie w stu procentach wywiązywać się z założeń znowelizowanej ustawy, należy dawać narzędzia do ich realizacji:
± Mowa między innymi o pielęgniarkach i położnych, które po wejściu zmian w życie mają znajdować się w składzie grup diagnostyczno-pomocowych w sprawach, w których procedurą Niebieskie Niebieskiej Karty objęte są kobiety w ciąży lub niedługo po porodzie.
± Założenia projektu są bardzo ambitne. W kilku miejscach skracają maksymalne terminy działania instytucji z 90 na 30, a z 30 na 14 dni. Czy jednak tak radykalne zmiany są możliwe do realnego wdrożenia? Co zrobić, by nowe prawo nie stało się niedługo po wprowadzeniu martwe?
± Renata Szredzińska z FDDS alarmuje, że nadal mierzymy się z systemowymi trudnościami w dostrzeganiu przemocy innej niż fizyczna. "To „To widać gołym okiem, gdy dochodzi do jakiejś tragedii, po której na jaw wychodzą dokumenty. W notatkach służbowych regularnie przewija się wtedy »w domu czysto, lodówka pełna, dziecko czyste, nie ma sińców«. sińców«”.
± Pojawiają się też nowe kategorie zgłoszeń – na przykład ze strony kobiet, które doświadczyły cyberprzemocy. – Dzwonią do nas też kobiety, które doświadczyły przemocy seksualnej w gabinetach ginekologicznych. To są potworne naruszenia, o których przez lata w ogóle się nie rozmawiało – mówi Gzyra-Iskandar.