← wróć
Interia 1 obserwowana zmiana

Szczęście Świątek, wielki pech Rybakiny. Po północy Polka poznała rywalkę

Pokazujemy każdą zmianę, jaką zaobserwowaliśmy między kolejnymi zapisami.

akapit zmieniony zaobserwowano 20.08 12:30 · kopiuj link do tej zmiany

Szczęście Świątek, wielki pech Rybakiny. Po północy Polka poznała rywalkę

Treść

± W środę miały odbyć się wszystkie mecze 1/8 finału kobiecego singla w ramach Cincinnati Open. Ósmego w tym roku turnieju o randze WTA 1000, zarazem ostatniego dla elity sprawdzianu przed US Open. Jako pierwsza na obiektach The Lindner Family Tennis Center pojawiła się Iga Świątek - i dość sprawnie awansowała. Jej kolejną rywalką miała być triumfatorka starcia Jelena Rybakina - Diana Sznajder. W teorii mecz powinien zacząć się ok. godz. 14 lokalnego czasu. Tymczasem po opóźnieniach Iga Świątek poznała swoją rywalkę dopiero po północy naszego czasu. A to istotne w kontekście jej starcia potyczki o półfinał.

± Skoro organizatorzy Cincinnati Open wiedzieli, że w czwartek muszą zostać rozegrane ćwierćfinale ćwierćfinały w dolnej części drabinki, czyli tej z udziałem Igi Igą Świątek, a na środę zaplanowane zostały wszystkie mecze 1/8 finału, to zawodniczki z potencjalnych par w tym następnym etapie powinny grać jednocześnie. I odpowiednio wcześnie. W Lindner Family Tennis Center są cztery dość duże obiekty, można to było zupełnie inaczej ułożyć.

± Sęk w tym, że żaden z tych kortów nie jest zadaszony - każdy opad powoduje przerwanie spotkania. Mecz Igi Świątek z DIane Parry został ustawiony jako pierwszy na Grandstandzie, czyli drugim co do wielkości stadionie. Polka gładko wygrała 6:3, 6:3, po niej wyszła Jessica Pegula - rywalizowała tu z Soraną Cirsteą.

± Mniej więcej o tej samej porze zaczęło się hitowe starcie Mirry Andriejewej i Marty Kostiuk, zakończone triumfem Ukrainki. To o tyle dziwne, że obie są w górnej części drabinki i kolejny mecz zagrają w piątek. A dopiero jako trzeci trzecie starcie w kolejności na Tony Trabert Stadium zaplanowano pojedynek to z udziałem Rybakiny i Sznajder, a Sznajder. A przecież jedna z nich ma wystąpić już następnego dnia - przeciwko Świątek. Można to tłumaczyć późniejszą, jeszcze w środę, grą deblową Kostiuk, niemniej potencjalna rywalka Polki musiała się liczyć z tym, że dostanie sporo mniej czasu na regenerację.

± Tym bardziej, że wcześniejszy mecz ATP na Tony Trabert Stadium, Tirante - Mensik Mensik, był długi, trzysetowy. A gdy panowie skończyli, zaczęło padać. W efekcie Rybakina i Sznajder wyszły na kort 4,5 godziny po tym, jak Świątek zapewniła sobie awans.

± Sznajder doskonale wie, jak "smakują" w Mason przerywane deszczem opadami spotkania. Dwie doby wcześniej grała taki mecz z Mają Chwalińską - deszcz przegonił je z tego samego Tony Trabert Stadium już po rozgrzewce. A później mecz był przerywany trzykrotnie, sędzia Tom Sweeney trzykrotnie musiał reagować na deszcz, przerywał grę na krócej lub dłużej. Na długiej dłużej wtedy, gdy Polka miała piłki na 5:1 w drugim secie. A po przerwie Sznajder odżyła, jeszcze w tej samej partii zapewniła sobie awans.

± Tak jak Maja mogła mówić o niewykorzystanych szansach, żałować ich, dziś tego doświadczyła Rosjanka. W drugim gemie miała pięć szans okazji na przełamanie serwisu Kazaszki, w szóstym jedną, w ósmym - znów jedną. I niemal wszystkie Rybakina broniła kapitalnymi serwisami. Sznajder miała pomył pomysł na jej drugie podanie, wchodziła w kort, atakowała. A przy pierwszym nic nie mogła zrobić.

± Z drugiej strony, Rosjanka sama dość pewnie wygrywała swoje gemy, była lepsza w tym pierwszym fragmencie meczu. Tymczasem w siódmym gemie to ona znalazła się w sytuacji, gdy musiała bronić się przed brakiem. breakiem. I tego nie uczynił. uczyniła. Kazaszka miała jedną jedyną szansę. I ją wykorzystała. A całego seta wygrała 6:4.

± Przy stanie 4:3 dla turniejowej "2" zaczęło delikatnie kropić, obie chciały grać. Na szczęście los tym razem się do nich uśmiechnął, mogły dokończyć to spotkanie. Rybakina miała już meczbola na 6:3, przy serwisie Sznajder. Wtedy Rosjanka się obroniła, po raz ostatni.

+ Mniej więcej o tej samej porze na innym korcie zaczęło się hitowe starcie Mirry Andriejewej i Marty Kostiuk, zakończone triumfem Ukrainki. To o tyle dziwne, że obie są w górnej części drabinki i kolejny mecz singlowy Ukrainka zagra w piątek.

+ Tak jak Maja mogła mówić o niewykorzystanych szansach, żałować ich, teraz tego doświadczyła Rosjanka.