±Perspektywa bycia sędzią TK w niespokojnych czasach niekoniecznie jest więc ukoronowaniem zawodu prawnika. Zwłaszcza, Zwłaszcza że za rok prawica może wrócić do władzy i ich wyrzucić.
±Premier mógł jego kandydaturę zablokować, wiedział, że Koalicja będzie za to atakowana. Były w rządzie głosy ostrzegające. Ale Jednak Tusk nie zniechęcał Berka. Przyjął odpowiedzialność za kandydaturę na siebie. I mimo krytyki się z niej nie wycofał.
±Nic do tej pory nie wskazywało, by Berek tych przymiotów nie miał. Ma więc predyspozycje, by w TK przeistoczyć się w rasowego sędziego. Nie powinno to być trudne. Berek nie jest członkiem partii rządzącej. Był ministrem organizującym prace rządu, w tym sensie wszedł do polityki. Ale nie Nie jest jednak stricte politykiem. Nie brylował w mediach, nie robił konferencji. Robił swoje.
±Owszem są negatywne przykłady sędziów jak Krystyna Pawłowicz, czy Stanisław Piotrowicz. Ale Jednak nie można ich zestawiać z Berkiem.
±Koalicja ma przygotowany grunt prawny pod radykalne zmiany w TK. Są wyroki ETPCz i TSUE podważające legalność sędziów-dublerów i sposobu wyboru na stanowisko prezesa TK Julii Przyłębskiej, która gotowała obiady dla Jarosława Kaczyńskiego. Wystarczy te wyroki wykonać. Nie zrobiono tego do dziś, co obciąża Koalicję. Pomysłem była ustawa o nowym TK. Ale TK, którą zablokował ją prezydent.
±Potem zdecydowane działania się skończyły i czekano na wygraną w wyborach prezydenckich Rafała Trzaskowskiego, by praworządność przywrócić nowymi ustawami. Ale Tymczasem prezydentem został Karol Nawrocki, który blokuje zmiany. Dopiero pod koniec swoich rządów minister Adam Bodnar zaczął odwoływać rzeczników dyscyplinarnych Ziobry. A ze zmianami w KRS czekano do wygaśnięcia jej kadencji w maju 2026 roku.
±W sprawie TK trzeba też sięgać wzrokiem jeszcze dalej w przyszłość. A co jeśli za rok wybory wygra prawica i PiS wróci do władzy? Wtedy nie tylko zostaną odkręcone wszystkie zmiany tego rządu. Ale rządu, ale wszyscy, którzy brali w nich udział, zostaną wyrzuceni ze stanowisk. A może nawet trafią do aresztów albo przed specjalny trybunał ludowy, co zapowiada Kaczyński. Bo PiS będzie się mścił.
±I to gdzie dziś jest rząd jest z odbudową wymiaru sprawiedliwości, obciążą też jego. Jego stanowisko jednak ewoluowało. Przywracanie praworządności jest bowiem operacją na żywym organizmie. Błędy widać z perspektywy czasu.
±Przejął TK, prokuraturę, hurtowo odwoływano prezesów sądów. Zaczęto też wymianę sędziów, w tym w Sądzie Najwyższym. Gdyby prawników szkolono na takie czasy, może udałoby by się udało choć spowolnić ten proces. Wielu z nich za twardą obronę zasad i praworządności zapłaciło wysoką cenę. Tej obrony uczyli się w trakcie ataku PiS na wymiar sprawiedliwości.
±Bo nie starczy temu rządowi czasu. I może nie zdążyć ani przywrócić praworządności oraz praworządności, ani rozliczyć PiS do wyborów. Nie udało się to też Demokratom w USA, którzy nie zdążyli rozliczyć Trumpa po I kadencji. I wrócił on ponownie do władzy. Partia Tuska zresztą już raz zrobiła ten błąd. Nie rozliczyła pierwszego rządu PiS, który wrócił do władzy w 2015 roku.
±Z perspektywy czasu widać, że lepsze byłyby bardziej zdecydowane kroki i cięcia. Nie chodzi o ślepe cięcie na lewo i prawo. Ale prawo, ale o punktowe i zdecydowane działania tam, gdzie rząd miał gotowy podkład prawny na takie kroki. Czyli wyroki europejskich Trybunałów, czy legalnego SN. Dotyczyły one neosędziów SN, neo-KRS, czy TK.