Polacy utknęli pod wulkanem Etna. u stóp Etny. "Porzuceni przez biuro podróży"
Rodzina Czteroosobowa rodzina z Pabianic, która wracała z wakacji na Sycylii, musiała na własny koszt organizować dojazd na lotnisko w Palermo po tym, jak odwołano ich lot z Katanii. Jak opisuje "Super Express", "Super Express", turyści...
± Jak relacjonuje tabloid, Krzysztof Woźniak z Pabianic (woj. łódzkie) kupił wykupił w TUI wakacje obejmujące przelot z Katowic do Katanii we Włoszech (Sycylia), lot powrotny do Polski oraz pobyt w hotelu w okolicach Katanii. Na urlop pojechał z żoną i dwiema córkami. Jedna z dziewczynek - jak zaznacza Se.pl - ma osiem lat i zmaga się z przewlekłą chorobą.
± Po wykupieniu wyjazdu okazało się, że podróż w obie strony odbędzie się nie samolotem czarterowym, lecz rejsowymi połączeniami Ryanair. Rodzina spędziła na wyspie w sumie osiem dni, a problemy zaczęły się w momencie powrotu do Polski, gdy aktywność wulkanu Etna drastycznie wpłynęła na funkcjonowanie lotniska w Katanii.
± Rodzina zdecydowała się działać na własną rękę. Jak opisywał mężczyzna, wynajęli taksówkę, która zawiozła ich do Palermo, aby zdążyć na lot powrotny do Polski. Koszt przejazdu wyniósł ich 650 euro.
± Po powrocie do kraju pan Krzysztof od razu złożył reklamację w TUI, domagając się zwrotu pieniędzy za przejazd. przejazd taxi na lotnisko w Palermo. Z jego relacji wynikało, że ta została odrzucona.
± "Super Express" podaje, że próbował uzyskać stanowisko TUI. Redakcja wysłała 25 sierpnia maila z pytaniami dotyczącymi sprawy, jednak do czasu publikacji artykułu nie otrzymała odpowiedzi.
+ Po wykupieniu wyjazdu nastąpiło pierwsze zdziwienie. Otóż, okazało się, że podróż w obie strony odbędzie się nie samolotem czarterowym, lecz rejsowymi połączeniami Ryanair.