Sąd zdecydował w sprawie aresztu dla Piesiewicza. Postępowanie trwało całą noc
± Szef PKOl został doprowadzony do sądu w piątek wieczorem, a posiedzenie aresztowe rozpoczęło się około północy i trwało do piątej rano. Jak wynika z relacji jednego z pracowników sądu, po jego zakończeniu Radosław Piesiewicz został wyprowadzony przez policję tylnym wyjściem i wywieziony samochodem.
± Kilka godzin wcześniej, kiedy szef PKOl był wprowadzany do gmachu sądu, czekającym na miejscu dziennikarzom przez chwilę udało się z nim porozmawiać. Oświadczył, że czuje się niewinny. Pytany o przesłuchanie w prokuraturze, odpowiedział, że udzielił wszystkich, wszystkich szczegółowych informacji, a ostatnie godziny to "nic sympatycznego". — Straciłem 200 tys. euro, zapłaciłem za zegarek, do czego mam się przyznawać? — pytał. Twierdzi też, że nieprawdą jest twierdzenie prokuratury, jakoby odzyskał pieniądze z Zondacrypto. Zapewnił, że w późniejszym czasie udzieli bardziej szczegółowych informacji. — Wszystkiego dobrego i mam nadzieję, że niedługo się zobaczymy — powiedział Piesiewicz, wprowadzany do sądu.
± Później na miejscu pojawił się adwokat podejrzanego. Nie chciał odpowiadać na pytania, zapewniając, że udzieli informacji po posiedzeniu. Wbrew tej zapowiedzi nie wyszedł do dziennikarzy. Rozmawiać z mediami nie chcieli także inni uczestnicy posiedzenia, którzy po godz. 5 opuścili sąd.