−Europa nie jest słaba. Choć często zachowuje się jakby taka była. Rosnąca kolejka chętnych do członkostwa pokazuje, że w dobie ogromnych wstrząsów międzynarodowych i zmieniającego się ładu światowego, UE ma dużo do zaoferowania. Choć nie jest pozbawiona problemów.
−Na ścieżce akcesji jest obecnie dziesięć państw: Albania, Czarnogóra, Macedonia Północna, Mołdawia, Serbia, Ukraina, Bośnia i Hercegowina, Kosowo („kandydat na kandydata”), Gruzja (proces akcesyjny wstrzymany) i Turcja (negocjacje akcesyjne zawieszone).
−To nie wszystko: kolejne państwa ogłaszają chęć dołączenia do UE lub rozważają taki krok.
−Wreszcie w sobotę 29 sierpnia decyzję o tym, czy chcą ponownie wejść na europejską ścieżkę, podejmą Islandczycy.
−Islandia, która jest jednym z państw założycielskich NATO, już raz aplikowała do UE – w 2009 roku, pod wpływem ciężkich doświadczeń związanych z kryzysem finansowym. Negocjacje zostały jednak wstrzymane cztery lata później po dojściu do władzy ugrupowań eurosceptycznych, w obawie przed kryzysem w strefie euro. Islandia pozostała więc członkiem Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG), które państwom spoza Unii Europejskiej daje pełen dostęp do wewnętrznego rynku UE na zasadach równych z członkami, ale nie daje prawa głosu w unijnym procesie legislacyjnym. Islandia nie ma swojej armii, w kwestiach obronnych polega na umowie z USA z 1951 r., analogicznej do tej, którą ma Grenlandia.
−To także światowy lider np. jeśli chodzi o obecność kobiet w polityce i życiu publicznym. Kobieta stoi na czele islandzkiego rządu (Kristrún Frostadóttir, szefowa socjaldemokratycznej partii Sojusz), ewangelickiego kościoła Islandii (Guðrún Karls Helgudóttir), zasiada w Pałacu Prezydenckim (Halla Tómasdóttir). Ponad połowa islandzkiego rządu to kobiety. Kobiety stoją też na czele wszystkich partii w koalicji rządzącej.
−Co takiego ma zatem w sobie UE, że tak różne państwa, położone w tak różnych regionach świata, chcą do niej dołączyć? I czy za perspektywą integracji kryje się dziś coś więcej niż mglista obietnica członkostwa i niekończące się negocjacje akcesyjne, jak w przypadku państw Bałkanów Zachodnich?
−W dobie nasilającej się globalnej konkurencji, coraz większej nieprzewidywalności działań największych aktorów międzynarodowych, rosnących zagrożeń geopolitycznych, powrotu do polityki siły i pięści, kolejne państwa postrzegają UE jako bezpieczną przystań.
−Nie psują tego nawet intensywne wysiłki Rosji, by UE osłabić, obrzydzić i zniszczyć.
−Unia Europejska to de facto druga największa gospodarka świata – przestrzeń swobodnego przepływu towarów, usług, kapitału i osób, obejmująca około 450 mln konsumentów i generująca PKB o wartości 18,8 bilionów euro (w cenach bieżących, dane Eurostatu za 2025 r.). To ok. 17 proc. światowego PKB.
−Państwa UE to jedne z najbezpieczniejszych, najzamożniejszych i oferujących najwyższą jakość życia państw świata. Europejczycy należą do społeczeństw o najwyższej oczekiwanej długości życia, mają dostęp do rozbudowanych systemów ochrony zdrowia, edukacji i zabezpieczenia społecznego. Europejski model społeczny zapewnia pracownikom standardy ochrony – od płatnych urlopów i ograniczeń czasu pracy po urlopy rodzicielskie – co w wielu innych częściach świata, np. w USA, nie jest oczywistością.
−Wspólny rynek daje wymierne korzyści.
−Jak szacują ekonomiści w opracowaniu zleconym przez Komisję Europejską, jego utworzenie w 1993 roku oraz rozwój w kolejnych latach doprowadził do zwiększenia europejskiego PKB o około 3-4 procent, co oznacza, że unijny PKB jest obecnie o 3-4 proc. wyższy niż byłby bez jednolitego rynku.
−W skali całej unijnej gospodarki to niemało. Biorąc pod uwagę, że obecnie unijne PKB to 18,8 bilionów euro (2025 r.), to 3-4 proc. wzrostu wygenerowanego dzięki wspólnemu rynkowi oznacza dodatkowe 540-720 mld euro PKB rocznie. Dla porównania, PKB Polski za 2025 r. w cenach bieżących wyniósł 922,9 mld euro, a PKB Belgii – 650 mld euro (te dane Eurostat podał na początku sierpnia).
−UE to również jeden z trzech największych graczy w światowym handlu. Według danych Komisji Europejskiej za 2024 rok UE odpowiadała za 15,8 proc. światowego handlu towarami i usługami, wyprzedzając Stany Zjednoczone (13,6 proc.) i Chiny (13,4 proc.). Integracja ma niebagatelne znaczenie dla możliwości handlowych europejskich gospodarek.
−Po pierwsze, jak już zostało wspomniane, UE to wspólny rynek z jednym systemem zasad dla wszystkich jego uczestników. Po drugie dzięki wspólnej polityce handlowej państwa członkowskie nie negocjują warunków handlu z takimi gigantami jak np. USA czy Chiny osobno, lecz wspólnie, reprezentując jeden z największych rynków świata.
−Unia ma bowiem umowy handlowe z 76 krajami, w tym z tak dużymi gospodarkami jak Japonia, Kanada, Korea Południowa czy Wielka Brytania, a także z całymi blokami regionalnymi, jak Mercosur. Pracuje też nad kolejnymi.
−W styczniu 2026 roku Komisja Europejska zakończyła negocjacje umowy o wolnym handlu z Indiami – to największa tego typu umowa wynegocjowana dotąd przez którąkolwiek ze stron. Handel na podstawie dedykowanych umów odbywa się na bardziej preferencyjnych zasadach niż te, które daje członkostwo w Światowej Organizacji Handlu (WTO). Takie umowy pozwalają bowiem stronom oferować sobie preferencje wykraczające poza podstawowe warunki handlu WTO.
−UE to także wspólna, rządzona jednym zbiorem zasad przestrzeń polityczna, w której traktaty stoją – coraz skuteczniej – na straży praworządności, demokracji, praw obywatelskich i podstawowych wolności. Nie bez powodu państwa UE należą do światowej czołówki pod względem jakości demokracji, praworządności i ochrony wolności obywatelskich.
−Polityka akcesyjna UE jest przy tym uznawana za jeden z najskuteczniejszych na świecie instrumentów demokratyzacji: członkostwo i dostęp do korzyści płynących z integracji jest bowiem uzależniony od demokratycznych i instytucjonalnych reform w państwach kandydujących, co napędza proces demokratyzacji instytucji i życia publicznego.
−Różnice między Luksemburgiem czy Danią a Bułgarią, czy Grecją pozostają ogromne. Europa mierzy się też z bardzo poważnymi problemami: starzeniem społeczeństw, słabnącą konkurencyjnością, kryzysem mieszkaniowym, rosnącymi kosztami życia, pogarszającą się sytuacją finansów publicznych niektórych państw członkowskich, rosnącą polaryzacją społeczną oraz wzrostem popularności sił eurosceptycznych.
−Europa od lat mierzy się też z coraz poważniejszym wyzwaniem migracyjnym, związanym z jednej strony z dużą presją migracyjną na jej granice, a z drugiej z problemami z integracją (głównie ze względu małe inwestycje w ten cel). To jeden z najbardziej polaryzujących tematów w UE, który jest bardzo skutecznie wykorzystywany przez siły antyeuropejskie do podważania zaufania do UE.
−Dobrym przykładem są tu wyzwania wskazane w raporcie Mario Draghiego, byłego premiera Włoch i prezesa Europejskiego Banku Centralnego, który podźwignął z kryzysu strefę euro. Jednym z najważniejszych problemów europejskich gospodarek, na które wskazuje w swojej analizie Draghi, jest słabnące tempo wzrostu europejskich gospodarek.
−Problemem nie jest wyłącznie słaby wzrost PKB, lecz przede wszystkim stojący za nim słaby wzrost produktywności. To właśnie produktywność jest jednym z głównych źródeł rosnącej przepaści między Europą a USA – uważa Draghi.
−Europejskie przedsiębiorstwa mniej inwestują w badania i rozwój, wolniej wdrażają nowe technologie i znacznie rzadziej wyrastają na globalnych gigantów. Dlaczego?
−To właśnie z tej diagnozy wyrastają rekomendacje Draghiego – trzy najpilniejsze zadania, które stoją przed UE:
−Zdaniem Draghiego Europa nie musi wybierać między swoim modelem społecznym i klimatycznym a wzrostem gospodarczym – musi zwiększyć produktywność i inwestycje, jeśli chce być w stanie ten model dalej finansować.
−Pomimo że teoretycznie Unia Europejska już jest przestrzenią swobodnego przepływu kapitału, to jednak w praktyce pozostaje podzielona wieloma barierami krajowymi. Integracja rynków finansowych jest bowiem niepełna.
−To sprawia, że kapitał jest nadal w dużym stopniu zamknięty w krajowych systemach finansowych, a firmy europejskie są znacznie bardziej zależne od kredytu bankowego.
−Problemy europejskich firm w tym obszarze wynikają więc z niedokończonej integracji, a nie zbyt głębokiego ujednolicenia i „dyktatu Brukseli”, jak uważa skrajna prawica.
−To właśnie dlatego dziś trwają prace nad rozszerzeniem integracji w tym obszarze i stworzeniem w pełni zintegrowanego rynku kapitałowego – tzw. unii oszczędności i inwestycji (SIU – Savings and Investment Union). Taki rynek pozwalałby oszczędnościom i inwestycjom swobodnie przepływać przez granice państw członkowskich i ułatwiał europejskim firmom pozyskiwanie kapitału na rozwój.
−Jednym z elementów SIU jest ustanowienie tzw. EU Inc., jednolitej europejskiej spółki, która działałaby w tzw. 28. reżimie europejskim, tzn. byłaby taka sama we wszystkich 27 państwach członkowskich. To ma stanowić odpowiedź na trudności przedsiębiorców wynikające z różnorodności prawa spółek w Unii Europejskiej, gdzie de facto istnieje 27 odrębnych systemów prawnych. Przyjęcie formy europejskiej spółki miałaby pozwolić firmom działać według jednego zestawu zasad dotyczących m.in. jej zakładania, struktury, zarządzania i pozyskiwania kapitału. Nie oznaczałoby natomiast ujednolicenia przepisów podatkowych czy prawa pracy, które nadal podlegałyby regulacjom poszczególnych państw członkowskich.
−Trwają także prace nad rozwiązaniem europejskiego kryzysu mieszkaniowego. W grudniu 2025 r. Komisja przedstawiła pierwszy Europejski Plan na rzecz Przystępnych Cenowo Mieszkań. Zakłada on m.in. przede wszystkim zwiększenie podaży mieszkań: uproszczenie i przyspieszenie procedur planistycznych i wydawania pozwoleń na budowę, zwiększenie inwestycji w mieszkania społeczne i przystępne cenowo, wykorzystanie pustostanów i adaptację istniejących budynków oraz obniżenie kosztów budowy dzięki prefabrykacji, budownictwu modułowemu i innym nowym technologiom. Państwa członkowskie będą mogły tu z funduszy europejskich. Plan zakłada też modyfikację unijnych zasad pomocy publicznej, by państwa mogły w większym stopniu finansować budownictwo społeczne.
−Komisja chce m.in. przyspieszyć harmonizację standardów dla nowych materiałów, produktów i metod budowlanych. Jeżeli wspólny standard obowiązuje na rynku 27 państw, producent prefabrykatów czy nowej technologii budowlanej może osiągać skalę trudną do uzyskania na pojedynczym rynku krajowym.
−Także wyzwania związane z migracją usiłuje się rozwiązywać na poziomie UE, bo bezpieczeństwo zewnętrznych granic Unii to kompetencja współdzielona między państwami członkowskimi i UE. Na ile skutecznie, dopiero się okaże, bo pakt migracyjny dopiero co zaczął obowiązywać, a w wielu krajach wciąż trwa jego wdrażanie. Ciężko już dziś oceniać skuteczność nowej, unijnej polityki migracyjnej, ale nietrudno sobie wyobrazić, że nierównomierne obciążenie państw członkowskich presją migracyjną i wprowadzenie zasad solidarności, czyli obowiązku pomagania sobie nawzajem w reagowaniu na presję migracyjną, jest lepszym pomysłem niż pozostawienie państw takich jak Włochy, Grecja czy Hiszpania z tym samych.
−To tylko kilka przykładów na to, że w bardzo wielu kwestiach
−Także z tego powodu, że część tych problemów jest generowana wspólnie.
−Np. otwarte granice są niezwykle ważne dla jednolitego rynku i czegoś, co na forum UE nazywa się „europejskim sposobem życia”: swobody prowadzenia działalności gospodarczej, swobody podróżowania, mobilności pracowników, itp. Ale mają też swoją cenę: ułatwiają działalność transgranicznych grup przestępczych, utrudniają kontrolowanie nielegalnej migracji czy ściganie osób, które po popełnieniu przestępstwa przemieszczają się do innego państwa.
−Na tym zresztą polega jedna z największych sił Unii: integracja przynosi państwom korzyści, ale jednocześnie tworzy potrzebę dalszej współpracy tam, gdzie pojawiają się problemy. To jeden z mechanizmów, dzięki którym członkostwo w UE pozostaje atrakcyjne dla kolejnych państw.
−Jaki z tego wniosek? Unia Europejska nie jest słaba, ale często zachowuje się jakby taka była. Przykładów tego jest wiele. Jak pisze Pol Morillas, dyrektor Centrum Spraw Międzynarodowych w Barcelonie, na łamach Carnegie Europe:
−To tylko kilka przykładów tego, co eksperci opisują jako słabość, którą UE „sama sobie narzuca”. Jak na początku stycznia 2026 r. pisał Fabian Zuleeg, dyrektor i główny ekonomista think tanku European Policy Centre:
−„Europa nie jest słaba dlatego, że brakuje jej zasobów, siły czy wpływów, lecz dlatego, że ma trudności z ich wykorzystywaniem (…) Państwa członkowskie UE wciąż należą do najbogatszych, najbardziej zaawansowanych technologicznie i najbardziej wpływowych politycznie krajów świata. Razem tworzą Unię, która nadal jest gospodarczym gigantem, dysponującym ogromnym potencjałem przemysłowym, potężnymi możliwościami finansowymi i kapitałem ludzkim (…)
−Zamiast kształtować swoje otoczenie, sama ogranicza swoje możliwości nadmierną ostrożnością (…). Akceptuje zależność tam, gdzie mogłaby budować odporność, i wybiera powściągliwość tam, gdzie potrzebna jest stanowczość (…) Słabość Europy jest więc w dużej mierze słabością, którą sama sobie narzuca” – trafnie zauważa Zuleeg.
−Trudno nie zauważyć, że do tej samodzielnie indukowanej słabości UE przyczynia się wewnętrza walka partii politycznych o władzę, a przede wszystkim starcie sił proeuropejskich z eurosceptycznymi i antyeuropejskimi.
−Eurosceptycy, w tym te partie, które otwarcie wzywają do wychodzenia krajów z Unii, uderzają w konstrukcję, która jako jedyna daje nam mocną pozycję na arenie międzynarodowej, gdzie mamy do czynienia z coraz większą agresją i rosnącą rywalizacją mocarstw. Słabość wynikająca ze złożoności, a przez to powolności mechanizmów decyzyjnych na forum UE, można rozwiązać jedynie za pomocą głębszej integracji, a nie, jak chcą eurosceptycy, jej ograniczenia czy rozpadu.
−A jak atrakcyjność UE postrzegają kraje, które pretendują do członkostwa w niej?
−Premierka Islandii, Kristrún Frostadóttir, której partia Sojusz zainicjowała referendum ws. potencjalnego powrotu do negocjacji akcesyjnych z UE, przedstawia ewentualne członkostwo jako
−Wśród argumentów zwolenników integracji z UE obecny jest temat wojny w Ukrainie, osłabienia dotychczasowego ładu międzynarodowego i gróźb Trumpa wobec Grenlandii.
−Zwolennicy tego, by Islandia wróciła na ścieżkę integracji i realnie przekonała się o tym, co UE mogłaby mieć do zaoferowania, wskazują na potencjalne korzyści związane z:
−Ten ostatni wątek jest szczególnie związany z kwestią bezpieczeństwa i obronności.
−– Jednym z powodów, dla których Islandczycy znowu zastanawiają się nad ewentualnym wejściem do UE, jest utrata zaufania do Stanów Zjednoczonych jako partnera w dziedzinie bezpieczeństwa. Islandia nie ma własnej armii, jest członkiem NATO, a także opiera się na dwustronnej umowie obronnej z USA z 1951 r. – tak o ewentualnym wejściu Islandii do UE w rozmowie z PAP mówił prof. Eirikur Bergmann z Uniwersytetu Bifroest.
−Ekspert podkreślał, że polityka prezydenta USA Donalda Trumpa wobec Arktyki „zmieniła kontekst, w jakim Islandczycy dyskutują o członkostwie w UE”.
−– Wszystkie argumenty prezydenta USA Donalda Trumpa o konieczności przejęcia Grenlandii odnoszą się również do Islandii – mówił badacz w rozmowie z PAP.
−Premierka kraju Kristrún Frostadóttir podkreślała w kampanii na rzecz referendum, że paradoksalnie zagrożenie ze strony Trumpa czyni potencjalne członkostwo Islandii w UE także bardziej atrakcyjnym dla UE.
−To wszystko, zdaniem Frostadóttir, zwiększa siłę negocjacyjną wyspy i stwarza szansę na wynegocjowanie lepszych warunków członkostwa niż w 2009 roku, gdy Islandia negocjowała z pozycji słabości – jako gospodarka poważnie poturbowana przez kryzys finansowy.
−Ale potencjalnemu wejściu Islandii do UE towarzyszą też poważne obawy, szczególnie dotyczące gospodarki morskiej.
−Rybołówstwo pozostaje najważniejszym filarem islandzkiej gospodarki, a kontrola nad wodami i zasobami rybnymi ma dla Islandczyków także duże znaczenie historyczne i polityczne. W przypadku wejścia do UE Islandia stałaby się największym producentem ryb we wspólnocie i zostałaby objęta wspólną polityką rybołówstwa. To oznacza, że decyzje dotyczące zasad zarządzania zasobami i całkowitych dopuszczalnych połowów przestałyby należeć wyłącznie do Reykjavíku.
−Często pojawiającym się argumentem jest też poczucie, że Islandia mogłaby na członkostwie w UE więcej stracić niż zyskać. Przecież sama jest dziś już krajem bogatym, demokratycznym i dobrze urządzonym. Nie potrzebuje też Unii do tego, by uzyskać dostęp do jednolitego rynku – jako członek Europejskiego Obszaru Gospodarczego korzysta już ze swobody przepływu osób, towarów, usług i kapitału.
−To wszystko sprawia, że tuż przed referendum społeczeństwo jest podzielone niemal na pół. Wynik referendum jest więc bardzo niepewny.
−Islandzki plebiscyt pokaże, jak dalece Unia Europejska pozostaje atrakcyjna dla państwa, które nie potrzebuje członkostwa do tego, by stać się bogate i demokratyczne oraz w jakim stopniu w świecie rosnącej rywalizacji mocarstw, wojen handlowych i coraz mniej przewidywalnych sojuszy, UE jako wspólnota polityczna i gospodarcza wydaje się wartością.
−Choć oczywiście należy podkreślić, że Islandczycy w sobotę nie głosują ws. członkostwa w UE tylko kontynuowania negocjacji akcesyjnych, by przekonać się, na jakich warunkach mogliby do wspólnoty wejść.
−Ale dla pozostałych państw, które kandydują dziś do UE lub kandydowanie planują, gra toczy się o jeszcze wyższą stawkę.
−Fantazjom dotyczącym ewentualnego członkostwa Kanady w UE towarzyszą z kolei argumenty o możliwości zmniejszenia jej ogromnej gospodarczej zależności od Stanów Zjednoczonych. Ma to szczególne znaczenie w obliczu gróźb ceł ze strony Donalda Trumpa.
−Dla Kanady potencjalnie kuszące byłoby także uzyskanie dostępu do wspólnego rynku na znacznie głębszych zasadach niż te, które daje obecna umowa handlowa CETA. Integracja mogłaby też pomóc Kanadzie w uporządkowaniu jej własnego, zaskakująco rozdrobnionego rynku wewnętrznego – bariery w handlu między 13 kanadyjskimi prowincjami i terytoriami bywają większe niż między państwami UE. Tak w tej sprawie argumentował – zupełnie na poważnie – „The Economist”.
−Wiele o atrakcyjności UE mówi też to, jak na członkostwo we wspólnocie patrzą ci, którzy z niego zrezygnowali.
−Brytyjczykom, którzy w większości żałują, że z UE wyszli, najbardziej brakuje korzyści gospodarczych płynących z integracji: swobody przepływu towarów, osób itp., bliższych relacji handlowych z największym w sąsiedztwie rynkiem eksportowym oraz możliwości, jakie członkostwo dawało młodym ludziom.
−Coraz większe znaczenie dla Brytyjczyków żałujących Brexitu ma też bezpieczeństwo. W świecie wojen handlowych, rosyjskiej agresji i coraz mniej przewidywalnej polityki USA Brytyjczycy ponownie dostrzegają wartość bliskiej współpracy z europejskimi sąsiadami – wynika z badania Europejskiej Rady Stosunków Zagranicznych.
−A dla dotychczasowych członków Unii?
−Rozszerzona Unia to większy wspólny rynek i większy potencjał ludnościowy, a więc więcej konsumentów, pracowników i możliwości dla europejskich firm. To także większa geopolityczna waga całego bloku oraz większa siła negocjacyjna w handlu międzynarodowym. W obecnym kontekście szczególnie istotne byłoby przesunięcie strefy stabilności i bezpieczeństwa dalej na wschód i ograniczenie przestrzeni dla wpływów Rosji i Chin.
−Czy to także problemy i wyzwania? Jasne:
−Dlatego UE wymaga zmian, które umożliwią jej sprawniejsze funkcjonowanie przy większej liczbie członków. Przed proeuropejsko myślącymi ugrupowaniami politycznymi stoją więc poważne wyzwania: budowanie poparcia dla reformy i rozszerzenia UE, w tym przede wszystkim usprawnienia politycznych mechanizmów podejmowania decyzji, by UE mogła robić dla swoich członków skuteczniej i sprawniej więcej dobrego. A także skuteczne stawianie oporu narracjom eurosceptycznym i rosyjskiej dezinformacji na temat UE, których celem jest obrzydzenie Unii jej obywatelom i doprowadzenie do jej osłabienia lub rozpadu.