← wróć
Zero 2 obserwowane zmiany

Polacy znowu podbiją świat gier? Recenzja The Blood of Dawnwalker. Pełna tajemnic i zmuszająca do patrzenia na zegarek

Pokazujemy każdą zmianę, jaką zaobserwowaliśmy między kolejnymi zapisami.

Część szerszego pokrycia
Premiera gry The Blood of Dawnwalker
zobacz pełne wydarzenie →
dopisanie zaobserwowano 31.08 17:41 · kopiuj link do tej zmiany

Polacy znowu podbiją świat gier? Recenzja The Blood of Dawnwalker. Pełna tajemnic i zmuszająca do patrzenia na zegarek

Treść

+ Najpierw jednak dodam, że recenzja powstała na podstawie wersji PC.

akapit zmieniony akapit usunięty zaobserwowano 31.08 17:26 · kopiuj link do tej zmiany

Polacy znowu podbiją świat gier? Recenzja The Blood of Dawnwalker. Pełna tajemnic i zmuszająca do patrzenia na zegarek

Treść

± Gra toczy się w Kotlinie Sangorskiej, Sangorskiej – fikcyjnej lokacji położonej w rzeczywistych Karpatach. W grze przewijają się inne europejskie lokacje, ale wyłącznie w opowieściach spotykanych postaci. Teren był zarządzany przez niezbyt mało lubianego władcę, który lubił torturować i prześladować swoich poddanych. Jak czytamy na ekranach przerywnikowych podczas ładowania gry, lud modlił się o zmiany i... chyba nie tego się spodziewał.

± Kotlinę Sangorską opanowała zaraza. Ludzie umierali, a wybawieniem od choroby i władcy-tyrana okazały się wampiry, nazywane w grze wrakirami. Układ był prosty – wrakiry poją ludzi swoją krwią, co utrzymuje ich w zdrowiu, w zamian, podczas cotygodniowych mszy ludzie, dzielą się własną. Jednocześnie cała chrześcijańska wiara zostaje zastąpiona czczeniem nowych przybyszów, którzy jawią się jako wysłannicy samego boga. Boga. Grę rozpoczynamy mniej więcej dwa lata po tym wydarzeniu.

± Tyle wiemy z prologu, ale po jego zakończeniu szybko można zauważyć, że wszystko nie do końca wszystko jest takie różowe. Pomijając to, że nie brakuje osób tęskniących za dawną religią, wampirzy przyboczni nowego władcy Brencisa, Brencisa na swoje sposoby terroryzują mieszkańców kotliny.

± Wiedźma Xanthe porywa młode dziewczyny i misja, w której dowiadujemy się dlaczego, jest jedną z mocniejszych i trudnych trudniejszych w odbiorze w całej grze. Bakir, wojowniczy Tatar, lubi sobie czasem spalić jakąś wioskę i urządzać zawody ku swojej uciesze. Z kolei najmłodszy i ambitny Ambrus kolekcjonuje krew i... tak, skądś ta krew się bierze i nie mówimy o zwierzętach.

± Ciekawy jest też wątek odpowiadający na pytanie – dlaczego Kotlina Sangorska? Miejsce bogate w srebro, którego wrakiry boją się tak samo mocno, jak Słońca. słońca. Jak się z czasem okaże, to nie o bogactwo naturalne w tym wszystkim chodzi.

± Wracając do głównej historii, prolog kończy się w momencie stłumienia buntu we wsi naszego bohatera, w trakcie którego mieszkańcy częściowo zostają wybici, a nasza rodzina porwana przez Brencisa. W trakcie buntu Coen, bo tak nazywa się główna postać, zostaje ugryziony przez wampiry, ale nie przechodzi całkowitej transformacji. Staje się Zostaje Wędrowcem, który w nocy staje się wrakirem, a w dzień pozostaje człowiekiem. Naszym zadaniem jest odzyskanie naszej rodziny, na co mamy 30 dni i nocy.

± The Blood of Dawnwalker. "Ładna ta nasza kotlina" Mamy Spider-Mana w domu. (fot. Inne)

± Wykonując różne czynności w grze grze, widzimy postępujący czas. Sama eksploracja, jak również szybka podróż (tak, jest tu dostępna dzięki rozsianym po mapie kapliczkom) nie mają na niego wpływu. Ale już niemal wszystko pozostałe – tak.

± Gra w większości przypadków informuje nas, ile czasu będzie nas „kosztować” dana czynność lub zadanie. W większości, ale nie zawsze zawsze, i tak jak np. zaatakujemy obóz przeciwników spotkany po drodze, czas przesunie się o jeden segment. Gra nam to zasygnalizuje mrugającym wskaźnikiem na osi czasu, ale czasem niekiedy można to przegapić, jeśli od razu rzucimy się w wir walki.

± Każdy wydany punkt umiejętności to jeden segment na osi czasu. Więc jeśli chcemy na raz naraz rozdać dużo punktów, może nam na to zejść nawet kilka dni i nocy. Sam nachomikowałem maksymalnie ponad 40 punktów i szkoda mi było czasu na ich rozdysponowanie.

± Zadania w The Blood of Dawnwalker są bardzo dobrze zrobione. Z jednej strony są osobnymi historiami i nie są przesadnie przeciągnięte. Ich realizacja zajmuje maksymalnie kilkadziesiąt minut. Z drugiej w jakiś sposób się łączą albo z głównym zadaniem, albo z postaciami, albo też nawiązują do całej Kotliny Sangorskiej. Wszystko to zachęca do poznawania kolejnych miejsc i postaci, a tajemnic do odkrycia jest tu bardzo dużo. Dzięki temu nawet jeśli gdzieś oddalamy się od głównego celu celu, to ciągle ma się wrażenie, że odkrywamy coś nowego lub coś, co może nam się przydać.

± Dialogi nie są specjalnie wybitne, podobnie jak gra aktorska. Nie jest to zdecydowanie poziom gier CD Projekt, ale to to, co dostajemy dostajemy, wystarcza do tego, aby wczuć się w rozmowy. Postaci są na ogół wyraziste i bardzo dopracowane, ale nie naprawiono zgrzytów w postaci niedopasowania głosu i wieku do rozmówcy. Bywa tak, że kobieta na oko lat 35-40 mówi babcinym głosem, że jest stara. Choć to nie występuje często.

± The Blood of Dawnwalker. Tak kończą się zabawy z proszeniem diabła o pomoc. Siostra Leonica ostrzega – nie róbcie tego w domu, domu ani żeńskim klasztorze. ZWŁASZCZA w żeńskim klasztorze. (fot. Inne)

± Walki są zmienne. Są przeciwnicy wolniejsi i szybsi. Jeśli mamy dynamicznego przeciwnika i ciężki miecz, trzeba się solidnie zmęczyć albo jeśli mamy noc, porzucić miecz na rzecz wampirzych pazurów. Żonglowanie między nim nimi a mieczem mocno zmienia pojedynki.

± Nie wszystko jest tu jednak takie różowe. Zdecydowana większość walk toczy się z wieloma przeciwnikami, a nasz bohater nie bardzo umie w ataki obszarowe jak Geralt w Wiedźminie. Skupiamy się na jednym przeciwniku i widzimy sygnalizację jego ataków, ale w dowolnym momencie mogą nas z innego kierunku zaatakować pozostali. Tu nie zawsze wszystko widać. Oprócz tego Coen atakuje jednego przeciwnika, ale jeśli nie zablokujemy celu celu, potrafi się znikąd przełączyć na innego. Jest to irytujące, szczególnie jak jeśli temu wcześniejszemu do dobicia brakowało jednego ciosu.

± Walka wymaga ciągłego skupienia, szczególnie jak wtedy, kiedy przeciwników jest więcej, a my jesteśmy jeszcze na takim etapie, że musimy uważać na każdy cios. Na ekranie potrafi się dziać tak dużo, że szczególnie na większym ekranie lub telewizorze odwrócenie głowy w róg ekranu w celu zobaczenia, czy np. mamy już aktywną umiejętność, potrafi nas kosztować oberwanie mieczem w plecy.

± Uciec od walki jest niezwykle trudno. Jak już Coen wyciągnie miecz miecz, to koniec. Trzeba się solidnie napocić, aby uciec. Nie ma tu żadnego przycisku przerwania walki. Dodatkowo postać przechodzi nam w tryb bojowy i traci umiejętność pokonywania przeszkód. Więc byle kamień nas zablokuje.

± Najgłupszą mechaniką jest tu umiejętność sypania piaskiem. Co oślepia przeciwnika i pozwala go nieskrępowanie atakować. Mogłoby się wydawać... Mając wielu przeciwników przeciwników, Coen sypie piaskiem w oczy i od razu przełącza się na atakowanie kolejnego. Tamten oślepiony jest wyłączony z walki, ale nie jest łatwo wrócić z atakami w jego kierunku. Kompletnie zero logiki.

± W jednej z misji widzimy wizję dalekiej przeszłości ważnej postaci, kiedy była ona rzymskim legionistą. My to wiemy, bo kojarzymy, jak wygląda legionista rzymski, oglądało się w końcu choćby Gladiatora. Tymczasem Coen wypala – wypala: „O! Był rzymskim legionistą!” Skąd młody chłopak z XIV-wiecznej XIV-wiecznej, zapomnianej przez świat wsi ma wiedzieć, jak wygląda rzymski legionista?!

± Gra prezentuje się bardzo ładnie. Piękne lasy, majestatyczne góry, ładne tekstury, dopracowane postacie, zbroje, stroje, wnętrza. Do tego piękne, efektowne oświetlenie, wschody i zachody Słońca słońca i Księżyca. księżyca. Tu zwyczajnie jest na co popatrzeć.

± Również pod względem brutalnych szczegółów gry. Studio Rebel Wolves nie oszczędza gracza i fruwające kończyny oraz tryskająca krew to nic w porównaniu z tym, co zobaczymy choćby w dworze Xanthe. Klimat bywa bardzo ciężki, obrazki Obrazki są momentami drastyczne, ale klimat nie jest przesadzony i całość bardzo dobrze pasuje do czasów i tematyki gry.

± The Blood of Dawnwalker inaczej wygląda za dnia, inaczej w nocy. Przede wszystkim, wszystkimmisje, ńmisje, które można wykonać tylko o konkretnej porze, bo np. tylko w nocy możemy wdrapać się na dach budynku, a tylko w dzień otwarta jest katedra.

± Zmienia się też sposób walki, bo w dzień mamy do dyspozycji tylko miecz, w nocy dodatkowo szybsze pazury. W dzień możemy korzystać z magii, ale wymaga ona okaleczenia ciała, co jest niemożliwe w przypadku samoregenerującej się postaci wrakira. W dzień możemy się leczyć tylko jedzeniem, w nocy możemy pić krew przeciwników, ale i napotkanych zwierząt. Z czasem rozwijając postać czasem, w miarę rozwoju postaci, regeneruje nas też sama walka i zadawanie obrażeń przeciwnikom.

± Ukończenie głównego celu związanego z naszą rodziną przenosi nas do zakończenia i na tym gra się kończy. Nie możemy jej kontynuować.

± Idę o zakład, że niedługo po premierze pojawią się nagrania osób, które ukończą grę w nie więcej niż 2-3 dwie-trzy godziny i tak, jest to możliwe. Można od razu po prologu udać się na ratunek rodzinie, ale trzeba będzie się solidnie namęczyć. W zasadzie od tego, co zrobimy podczas całej gry i o ile osłabimy w tym czasie głównego przeciwnika zależy to, jak łatwo będzie nam na jej końcu. Realnie The Blood of Dawnwalker można ukończyć w kilkanaście godzin. Przy 22-25 godzinach pochłoniemy znaczną część zawartości, ale nawet rozciągnięcie tego na 40-50 godzin nie powinno nudzić.

± Obie gry mają tego samego reżysera i to widać. Ale choć The Blood of Dawnwalker mocno przypomina Wiedźmina 3, to jednocześnie mocno bardzo się od niego różni.

± Niemniej, Niemniej The Blood of Dawnwalker to kolejna polska gra, z której możemy być dumni. Ma sporo nowych elementów, wciąga i oferuje co najmniej kilkanaście godzin bardzo dobrej rozrywki. Część niedociągnięć w tak dużej grze można wybaczyć, część być może uda się z czasem poprawić. Sam na pewno wrócę do Kotliny Sangorskiej, bo zostało mi jeszcze sporo tajemnic do odkrycia.

− The Blood of Dawnwalker. Mamy Spider Mana w domu. (fot. Inne)