±Zaraz po wybuchu wojny w klasztorze mieścił się ośrodek dla uchodźców z Ukrainy. Do dziś zresztą mieszkają tam przybysze zza naszej wschodniej granicy. Kiedyś było były ich setki, teraz jest to zaledwie kilka osób. Niewykluczone, że Nie wiemy, czy mężczyzna już w przeszłości tu kiedyś był i wyniósł dobre wspomnienia z tego miejsca. Zapewne dlatego postanowił wrócić w znajome miejsce przed próbą odzyskania samochodu przyszedł napić się kawy. samochodu.
±Niestety, wypadki potoczyły się inaczej. Najpierw Ukrainiec wszedł do znajdującej się niedaleko wejścia do kościoła kawiarenki. Tam wszczął awanturę, chwycił jeden z noży i zaatakował. Tu prawdopodobnie ranił pierwszego z kapłanów, ks. Adriana. Zaraz potem wybiegł na zewnątrz, kierując się do wnętrza świątyni. W przedsionku natknął się na księdza seniora Stanisława, siedzącego w konfesjonale. Świadkowie opowiadają, że dźgnął go w plecy. Wszystko widział kolejny z kapłanów. Ks. Marek przygotowywał się do mszy, którą za chwilę miał odprawić. Próbował pomóc, ale także został kilkukrotnie ugodzony nożem. Ranne zostały jeszcze dwie osoby, które próbowały pomóc zaatakowanym księżom.
±Interweniowali świadkowie. W końcu jeden z młodych mężczyzn, którzy przyszli na poranną mszę, zamknął nożownika za kratami w kościele. Zaraz potem pojawił się wezwany przez zdruzgotanych świadków patrol policji. Ukrainiec, widząc mundurowych, rzucił się na podłogę i przestał się ruszać. Prawdopodobnie wówczas zranił się nożem i dlatego natychmiast po zatrzymaniu zabrano go do szpitala.