Lead
- Jestem poobijany, niewiele pamiętam. Poczułem, że autobus się przewraca. No i tyle. No i krzyk ludzi dookoła, wołanie o pomoc - opowiada pan Grzegorz, uczestnik tragedii na węgierskiej autostradzie.
Treść
± Pan Grzegorz w rozmowie TVN24 przekazał swoją relację z momentu tragedii. On sam, a także i jego rodzina, z którą pielgrzymował do znanego z maryjnych objawień Medziugorie Medjugorie w Bośni i Hercegowinie,są Hercegowinie, są w dobrym stanie. Dzieci są wraz z nim w szpitalu, żona jest w innej placówce.
± - Wyjechaliśmy dość wcześnie, bo mieliśmy jeszcze inne miejsca do odwiedzenia. Około godz. 19 ostatni obiad i zaczynamy wracać do Polski - mówi mężczyzna. wspomina mężczyzna wydarzenia z soboty, w wieczór przed katastrofą.
± Zapytany o to, co pamięta z tej dramatycznej chwili na drodze, odpowiada, że w głowie ma "krzyk ludzi dookoła". - Jestem poobijany, niewiele pamiętam. Poczułem, że autobus się przewraca. No i krzyk ludzi dookoła, wołanie o pomoc". pomoc - Próbowaliśmy pomagać, ci co dali radę, bo powychodzili. Służby przyjechały bardzo szybko - wspomina. opowiada pan Grzegorz.
± Pamięta, Mężczyzna pamięta, że kierowcy zmieniali się podczas drogi. Nie potrafi jednak odtworzyć, jak często do tego dochodziło. - Raczej było wszystko w normie, w zgodzie z przepisami - ocenia.
± Śledztwo w sprawie wypadku polskiego autokaru na Węgrzech prowadzić będzie Prokuratura Okręgowa w Krośnie. W zdarzeniu, do którego doszło w nocy z soboty na niedzielę, śmierć poniosło 12 osób, a prawie 50 zostało rannych. osób.
− Mówi też, że on sam zapinał pasy, ale późnym wieczorem odpiął się. Robił tak prawie każdy uczestnik wycieczki, myśląc nie o swoim bezpieczeństwie, lecz wygodzie.
− Teraz, jak przekazał pan Grzegorz, o ich powrocie do Polski zdecydują w poniedziałek lekarze. Sprawdzą, kto kwalifikuje się, by wsiąść do autokaru i podróżować do domu. Mówi, że raczej spodziewa się dopuszczenia do drogi, choć jest "poobijany".
− Czytaj też: Słynny bocian Krutek odleciał do Afryki. Lot będzie śledzony przez GPS
+ - Próbowaliśmy pomagać, ci co dali radę, bo powychodzili. Służby przyjechały bardzo szybko - relacjonuje.
+ Wypadek polskiego autokaru na Węgrzech. Wszystko, co musisz wiedzieć
+ Pan Grzegorz przyznaje też, że on sam zapinał pasy, ale późnym wieczorem je odpiął.