← Wypadek polskiego autokaru na Węgrzech
Fakt · zmienił nagłówek po publikacji · www.fakt.pl ↗

Poruszające relacje po katastrofie autokaru na Węgrzech. "Tata nie wróci"

"Obudziła się i nie wiedziała, że mąż nie żyje". Dramat polskich rodzin na Węgrzech

2 zmiany po publikacji w ciągu 9 h 20 min: nagłówek raz, lead raz, 4 akapity zmienione.

Pokazujemy każdą zmianę, jaką zaobserwowaliśmy między kolejnymi zapisami artykułu (3 zapisy, pierwszy 16.08 o 21:20). Godzina zmiany to przedział między dwoma zapisami, nie moment edycji w redakcji.

Oś zmian · kiedy zmieniano i gdzie artykuł był wtedy na stronie głównej

16.08 21:15 17.08 09:50
każda kreska to jedna zaobserwowana zmiana — kliknij, by do niej przejść pozycja na stronie głównej: niżej → czołówka (górne 5%)

Zmiany · 2 zapisy ze zmianami, najnowsze u góry

usunięte słowa dodane słowa ± akapit zmieniony + akapit dopisany − akapit usunięty

  1. 16.08
    lead · 4 akapity zmienione
    Lead

    Katastrofa polskiego autokaru na Węgrzech. Przed szpitalem w Miszkolcu rozgrywają się sceny, które ściskają za serce. Jedni przyjechali po rannych bliskich, inni czekają na informacje o tych, którzy walczą o życie. Są też tacy, którzy już wiedzą, że stało się najgorsze. Wśród nich jest pan Łukasz Grzegorz z Podkarpacia, którego rodzice jechali feralnym autokarem pielgrzymkowym. — Tata niestety nie przeżył, mama przeżyła — mówi ze łzami w oczach.

    Treść

    ±— Na początku nic nie wiedzieliśmy. Dopiero dzwoniliśmy na policję, do konsulatu i wtedy zaczęliśmy dowiadywać się szczegółów — opowiada pan Łukasz, Grzegorz, który do węgierskiego szpitala w Miszkolcu przyjechał z bratem.

    ±O śmierci ojca dowiedział się od rodziny. — Ciocia do mnie z drogi zadzwoniła, mówiła, że taty nie udało się uratować... — dodaje pan Łukasz. Grzegorz. — To miał być zwykły wyjazd na pielgrzymkę. Pojechać i wrócić. Taki był plan, niestety tato już nie wróci do domu.

    ±Mama pana Łukasza Grzegorza przeżyła katastrofę. Trafiła do szpitala z obrażeniami ręki. Największy cios miał jednak nadejść później. — Mama jest w dobrym stanie. Ma tylko lekką ranę ręki — mówi jej syn.

    ±Pan Łukasz Grzegorz przyznaje, że rozmowa o tym, że tata nie żyje, będzie bardzo trudna. — Dopiero jutro pewnie będziemy o tym rozmawiać — mówi syn poszkodowanej.