Poruszające relacje po katastrofie autokaru na Węgrzech. "Tata "Obudziła się i nie wróci" wiedziała, że mąż nie żyje". Dramat polskich rodzin na Węgrzech
Oś zmian · kiedy zmieniano i gdzie artykuł był wtedy na stronie głównej
Zmiany · 2 zapisy ze zmianami, najnowsze u góry
usunięte słowa
dodane słowa
± akapit zmieniony
+ akapit dopisany
− akapit usunięty
- Nagłówek
- Lead
Katastrofa polskiego autokaru na Węgrzech. Przed szpitalem w Miszkolcu rozgrywają się sceny, które ściskają za serce. Jedni przyjechali po rannych bliskich, inni czekają na informacje o tych, którzy walczą o życie. Są też tacy, którzy już wiedzą, że stało się najgorsze. Wśród nich jest pan
ŁukaszGrzegorz z Podkarpacia, którego rodzice jechali feralnym autokarem pielgrzymkowym. — Tata niestety nie przeżył, mama przeżyła — mówi ze łzami w oczach.Treść±— Na początku nic nie wiedzieliśmy. Dopiero dzwoniliśmy na policję, do konsulatu i wtedy zaczęliśmy dowiadywać się szczegółów — opowiada pan
Łukasz,Grzegorz, który do węgierskiego szpitala w Miszkolcu przyjechał z bratem.±O śmierci ojca dowiedział się od rodziny. — Ciocia do mnie z drogi zadzwoniła, mówiła, że taty nie udało się uratować... — dodaje pan
Łukasz.Grzegorz. — To miał być zwykły wyjazd na pielgrzymkę. Pojechać i wrócić. Taki był plan, niestety tato już nie wróci do domu.±Mama pana
ŁukaszaGrzegorza przeżyła katastrofę. Trafiła do szpitala z obrażeniami ręki. Największy cios miał jednak nadejść później. — Mama jest w dobrym stanie. Ma tylko lekką ranę ręki — mówi jej syn.±Pan
ŁukaszGrzegorz przyznaje, że rozmowa o tym, że tata nie żyje, będzie bardzo trudna. — Dopiero jutro pewnie będziemy o tym rozmawiać — mówi syn poszkodowanej.