±Inna z kobiet, która podróżowała z Medjugorje wraz z córką, kobiet opisywała, że fotele łamały się jak zapałki, a uwięzieni w ciemnościach ludzie w panice próbowali się uwolnić. - Jedna osoba spadała na drugą, deptali nawet po sobie, bo wszystkie te siedzenia gdzieś tam po prostu się załamały - mówiła.
±- Po prostu to były sekundy. Trudno jest ocenić, co się wydarzyło. Trudno ocenić, czy pan Robert (kierowca - red.) po prostu zasnął. Wyszłyśmy z córką na ulicę i zaczęłyśmy zatrzymywać samochody, żeby po prostu wezwać pomoc - podsumowała opowiadała uczestniczka pielgrzymki.
−- Jedna osoba spadała na drugą, deptali nawet po sobie, bo wszystkie te siedzenia gdzieś tam po prostu się załamały - mówiła.
+Pani Marzena na pielgrzymkę pojechała razem z córką Natalią. Obie siedziały w autokarze po prawej stronie, czyli tej, na którą pojazd się przewrócił. Kobieta praktycznie nie pamięta momentu wypadku.
+W jej ocenie traumą będzie przede wszystkim starta wszystkich tych, którzy zdarzenia nie przeżyli. - To byli wspaniali ludzie. Przez siedem dni byliśmy jak jedna wielka rodzina. Głównie seniorzy, niesamowicie ciepli, serdeczni i radośni - powiedziała.
+Z wielką troską Polka wypowiada się zwłaszcza o panu Krzysztofie, który miał siedzieć z tyłu autokaru. - Pomagał wszystkim, był takim dobrym duchem całego wyjazdu. Dziś leży na OIOM-ie i walczy o życie - stwierdziła wyraźnie wzruszona. - Był z nami też ksiądz Tadeusz, emerytowany kapłan z Podkarpacia. Nie wiemy, co się z nim dzieje - dodała.
+Dla kobiety to, że ona i jej córka żyją to prawdziwy cud. - Jeszcze nie wszystko do mnie dociera, ale wiem jedno: mogłyśmy z córką tego nie przeżyć - oznajmiła.